

OPIS:
Łowca głów Jonathan Corbett (Lee Van Cleef) próbuje zostać senatorem. Postanawia mu w tym pomóc przedsiębiorca kolejowy Brockston (Walter Barnes) w zamian za późniejsze wsparcie jego projektów w senacie. Pierw jednak panowie decydują, że Corbett wyruszy na jeszcze jedną akcję: zapoluje na zbiegłego gwałciciela i mordercę, celem nagłośnienia swojego nazwiska przed kampanią.
Łowca głów Jonathan Corbett (Lee Van Cleef) próbuje zostać senatorem. Postanawia mu w tym pomóc przedsiębiorca kolejowy Brockston (Walter Barnes) w zamian za późniejsze wsparcie jego projektów w senacie. Pierw jednak panowie decydują, że Corbett wyruszy na jeszcze jedną akcję: zapoluje na zbiegłego gwałciciela i mordercę, celem nagłośnienia swojego nazwiska przed kampanią.
Film pozytywnie zaskakuje już od pierwszych minut. Dostajemy mocną scenę, w której poznajemy głównego bohatera, a chwilę potem następuje zawiązanie akcji. Motyw polowania jest przedstawiony bardzo atrakcyjnie i podzielony na dwa etapy: pierw widzimy rywalizację Corbetta i Cuchillo (Tomas Milian), a potem grupową nagonkę na tego ostatniego. Zwroty akcji nie są zbyt gwałtowne, oszczędzono terapii szokowej i chyba dzięki temu tak łatwo chłonie się całą fabułę. Jak na dobry spaghetti western przystało intryga jest skonstruowana dość misternie i czeka nas parę niespodzianek. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, dla złapania oddechu od czasu do czasu pojawiają się pewne dawki humoru.
Świetna rola Van Cleefa. Nie dość, że w najlepszej formie, to jeszcze jest pozytywnym bohaterem, choć w rzecz jasna gruboskórnym wcieleniu. Poznajemy go jako najlepszego łowcę głów, lecz jego metody pozostają nieznane - zawsze pojawia się na krok przed swoimi ofiarami. Zobaczyć za to możemy jego umiejętności strzeleckie, z którymi zaliczyć go można w poczet najlepszych rewolwerowców Dzikiego Zachodu. Cuchillo jest do niego bardzo podobny. Dysponując wysoką inteligencją i bystrością umysłu daje radę wyrywać się z rąk Corbetta, a brak obycia z bronią palną rekompensuje umiejętnością rzucania nożami. To przeciwnicy warci siebie nawzajem.
Pozostali którzy pojawiają się na drodze głównych bohaterów, odgrywają już mniejsze role, ale równie ciekawe i równie dopracowane. Tajemnicza wdowa (Nieves Navarro) z grupą kowbojów, niemiecki baron (Gerard Herter), ślamazarny policjant w Meksyku (Fernando Sancho), czy zakonnicy z kryminalną przeszłością. Wszystkich ich poznajemy tylko trochę, a to cholernie ciekawe postacie i ich wątki pozostawiają niedosyt.
Morricone jak zawsze się spisał i mamy kilka niezłych utworów w tle. A jak już schodzimy na tematy poboczne to warto pochylić się nad zagadnieniami technicznymi. Jest naprawdę nieźle. Z takiego choćby Django momentami aż wylewała się taniocha i kiczowatość, a tutaj mamy przyzwoite zdjęcia, ładne rekwizyty i scenografie, klimatyczne plenery i wszystko to świetnie ze sobą współgra. Nie ma się czego powstydzić.
Gorąco polecam :)
























