OPIS:
Banda McClaina (Lee Van Cleef) napada an farmę, zabija rodziców Toma (Matt Garrett) i porywa jego siostrę. Chłopak poprzysięga im zemstę. Tropiąc grupę, podstępnymi metodami eliminuje pojedynczo jej członków. Bandyci w międzyczasie ograbiają ze złota pewnego poszukiwacza (Jim Brown). Losy obu ofiar grupy McClaina łączą się.
Co oni mu zrobili?!
Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze. Mamy mdłą muzykę i jakiś familijny obrazek ojca z synem, a dalej bogobojnej rodziny. Nie zachwyca też jakość obrazu, jest naprawdę straszna, widać że budżet tu był niewielki.
Kiedy pojawiają się czarne charaktery wychodzą na wierzch kolejne braki. Kostiumy są straszne, ot jakieś hipisowskie szmaty. Nie przesadzam, wiecie jak mnie zabolało, gdy zobaczyłem Van Cleefa w brudnej marynarce, przepasce na czole i kolczyku w ucho, no kurde, jakby wyciągnięty ze śmietnika podstarzały hipis. A gdzie się podział jeden z najstraszniejszych rewolwerowców Dzikiego Zachodu?
![]() |
| Hipis? A może pirat. |
Brutalnością próbowali twórcy nadrobić wszystkie braki w budżecie i warsztacie, ale nie tędy droga. Ba, chwilami nawet muzyka była całkiem, całkiem. W zasadzie tylko jeden motyw, ale był niezły. To jednak też nie uratuje całości. Przez Małego Mściciela przebija tylko cień dawniej chwały spaghetti westernu. Drętwe dialogi i słaba gra aktorska niestety nie pomagają.
Może i pomysł na rezolutnego chłopca, który tropi i morduje bandytów jest niezły. Ale... jak się nad tym zastanowić, to jest to strasznie naiwne. Mamy tu grupę zbirów, którzy dają się podejść jak dzieci i to komu? Dziecku. Ich nieudolność aż razi. Niby da się popatrzeć, bo trochę się dzieje, niby to nawet ciekawe, ale podane w tak nieatrakcyjnej i naciąganej formie, że szkoda gadać.
Nie cały czas niestety jest ciekawie. A skoro ani ciekawie, ani ładnie, to dłużyzny i nudne wątki stają się wręcz zabójcze. Chociaż nieźle usypiają uwagę, by zaraz potem dowalić całkiem niezłymi rozpierduchami z dynamitem czy strzelaninami. I to ciągle za mało by wyciągnąć film na wyższy poziom.
Co do aktorów, to przede wszystkim chłopak jest irytujący i kiepsko mu idzie ta rola. Fajnie, że popracowano nad postacią McClaina, tak że nie jest uosobieniem zła, dzięki temu nie jest on tak sztuczny jak reszta. Jim Brown jako Isaac w sumie też w porządku. A szeregowe bandziory dobrze sprawiają się w roli tła i mięsa armatniego.
Małego Mściciela nie polecam, no chyba że dla Van Cleefa, ale też może lepiej nie, jeśli chcecie go zapamiętać w szczytowej formie, którą znacie z wcześniejszych lat.









