Miał być western, a wyszedł film przygodowo-wojenny. W sumie też dobrze ;)
OPIS:
Do Meksyku przybywa ścigany przez Brytyjczyków irlandzki terrorysta-niepodległościowiec John (James Coburn). Będąc specjalistą od materiałów wybuchowych, ma do spełnienia pewną misję w rozgrywającej się wokoło rewolucji. Przypadkiem dołącza do niego Juan (Rod Steiger), lokalny rzezimieszek.
OPIS:
Do Meksyku przybywa ścigany przez Brytyjczyków irlandzki terrorysta-niepodległościowiec John (James Coburn). Będąc specjalistą od materiałów wybuchowych, ma do spełnienia pewną misję w rozgrywającej się wokoło rewolucji. Przypadkiem dołącza do niego Juan (Rod Steiger), lokalny rzezimieszek.
Można powiedzieć, że ręka Leone aż nazbyt wyraźnie przebija z tego obrazu. Mamy intrygującą, przemyślnie skonstruowaną fabułę. Bohaterowie również wpisują się w znany schemat: meksykański bandyta-cwaniak, który nie mierzy sił na zamiary i zdaje mu się, że może rozkazywać Johnowi, kiedy w rzeczywistości to on staje się marionetką w jego rękach. Do tego znane nam już z Dobrego, złego i brzydkiego spektakularne sceny batalistyczne/z udziałem wojska. Przyznać trzeba że statystów, rekwizytów i środków pirotechnicznych sobie nie żałowali. Niestety film zawiera w sobie mnóstwo zwyczajnie nudnych lub przedłużanych w nieskończoność scen, ale na osłodę mamy miłą dla ucha muzykę Morricone.
To dość brutalny obraz i nie mam tu na myśli pojedynczych trupów, które kładą się już od samego początku, ale powtarzające się sceny rozstrzelania, których kulminacyjnym momentem jest masowa tego typu akcja, w której widzimy kilkadziesiąt bądź kilkaset ofiar gładzonych przez reżim. Nie wnikałem w polityczny aspekt filmu, chociaż Leone faworyzował rebeliantów (chociaż składali się w dużej mierze z bandytów), a potępiał rząd.
Trochę zaskoczył mnie Coburn w roli Johna, gdyż wychowany na nowych filmach ciągle żyje w przekonaniu, że bohatera tego typu grać może jedynie osoba młoda. Mój błąd i głupi nawyk, w każdym razie Coburn spisał się rewelacyjnie. Podobnie Steiger odtwarzający postać Juana, który co prawda nie budził mojej sympatii, ale przedstawiony był znakomicie i to w dużej mierze on zapewnia pewną dawkę humoru.
Pomimo wszystkich atutów (a jest ich sporo), film męczy. Dwie i pół godziny to zdecydowanie za długo, tym bardziej, że jak już wspominałem, część scen jest niepotrzebna, nudna i przedłużona. Myślę że półtora godziny byłoby optymalnym czasem.
Od strony technicznej prawie wszystko jest ekstra. Kostiumy, rekwizyty, efekty specjalne, liczba statystów scenografie, bla bla bla, strzelaniny i sceny batalistyczne. No rewelacja! Gdzieś tylko wyczytałem, że nie wiedzieć czemu w filmie pojawia się niemiecki CKM z II wojny światowej, ale to tylko drobne potknięcie. W każdym razie lubię to powtarzać, więc powtórzę jeszcze raz: o niebo lepiej niż w Bitwie warszawskiej Hoffmana.
Polecam... tak, polecam ten film, chociaż należy się uzbroić w cierpliwość ;)




